Świadomość to nie mózg.




Jedno musicie wiedzieć:

Establishment naukowy i medyczny nie przyzna się oficjalnie do istnienia świata duchowego czy życia po śmierci, nawet wobec niezbitych dowodów.
Powodem oczywiście jest pieniądz. Tak, podobnie jak cały ten świat, nauka również nie uniknęła korupcji, i jest polem do zbijania biznesu.
Prawdopodobnie istnieje całe zaplecze wiedzy naukowej i technologii, która jednak jest utajniona przez rządy mocarstw przed światem.
Badań w tematyce o ktorej piszę, po prostu z uprzedzenia i braku korzyści finansowych nikt nie chce ani wspierać, ani finansować, ani promować.
W grę wchodzić może też lobbing koncernów i finansistów którym nie na rękę było by publiczne ujawnienie pewnej wiedzy.



O przypadkach kiedy to prawdziwi nieskorumpowani naukowcy stwierdzili że mają dowody na to, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę,
która jest właściwym umyslem i świadomością - napisały media głównie w ramach ciekawostek a nie naukowego podejścia
Redaktorzy "renomowanych" naukowych czasopism nie opublikują takich artykułów z prostego powodu:
ośmieszenie poprzez materialistyczny establishment naukowy i biznesowy, a przecież redaktorom zalezy na ich pracy i źródle dochodu.

Niektórzy naukowcy którzy szczerze poszukiwali prawdy, a nie uprawiali naukę jedynie dla sławy i nobla

- już przeprowadzili stosowne doświadczenia i obserwacje, i zdobyli niezbite dowody na istnienie duchowej świadomości i życia po śmierci.
James Randi i jego milion dolarów za zademonstrowanie jakiegokolwiek "zjawiska paranormalnego"?
A kto powiedział że ten człowiek jest uczciwy? Przecież te spotkania z ludźmi w jego laboratorium nie są transmitowane na żywo w telewizji, tylko dzieje się to w prywatnym zaciszu.
Uważam że wielu ludzi już mu przedstawiło dowody, ale on zawsze znalazł argumenty że to np. sztuczki iluzjonistyczne itp. byle tylko nie wypłacić nagrody i nie przyznać się do porażki Towarzystwa Sceptyków.
To co jest w podręcznikach, encyklopediach, czasopismach naukowych, to co wykłada się na uczelniach to tylko ta część nauki,
która przeszła przez cenzurę establishmentu lobby finansowego, wojska, rządów - czyli ta co została ujawniona do wiadomości publicznej.
Musicie wiedzieć że nauka posunęła się dalej i jeszcze o tym wspomnę.

Miałem wówczas 12 może 13 lat, pierwsza połowa lat '90.
We śnie wyjrzałem przez okienko w przedpokoju.
Na dworze w tym śnie było ciemno, i zobaczyłem w oddali nad lasem ogromny ogień,
który był ze 2 razy wyższy od drzew; zrobił na mnie niesamowite wrażenie,
bo wcześniej czegos takiego nie widziałem.
Za jakiś czas (nie pamiętam dokładnie jaki, ale krótki, jakieś kilka tygodni),
siedząc w pokoju usłyszałem jakieś trzaski. Był wieczór, na dworze już było ciemno.
Wyjrzałem przez okienko w przedpokoju, by zobaczyć skąd pochodzą te trzaski,
i wtedy zobaczyłem identyczny widok jak w swoim wcześniejszym śnie.
Zdałem sobie w mgnieniu oka sprawę, że dokładnie to mi się właśnie śniło,
a teraz to się dzieje na prawdę.
Wszystko identycznie, rozmiary, kształt i miejsce płomieni.
Jak również okienko, i strona z której wyjrzałem - jak we śnie.
Wiem ze absolutnie nie mogło być mowy o przypadku - jak to tłumaczą sceptycy.
Niestety, nie ma innego sposobu by się przekonać, niż samemu doświadczyć na sobie.
Źle tylko zinterpretowałem źródło tych płomieni, zarówno we śnie, jak i gdy je zobaczyłem.
Były na tle lasu, więc myślałem ze to las się pali.
Okazało się że spalił się drewniany dom, który stał tuż przez tym lasem,
a zasłaniały go drzewa, więc z mojego punktu widzenia nie było możliwe ustalenie, co się paliło.

Jednak wtedy fakt że mi się przyśniło coś, co później miało miejsce w rzeczywistości -
specjalnie mnie nie zdziwiło, uznałem właściwie to za coś normalnego.
Nie miałem wtedy pojęcia o tym, że coś takiego jest niespotykane i niewyjaśnione.

Dopiero po latach, kiedy dowiedziałem się że nauka nie ma na to wyjaśnienia - zainteresowałem się tym.

To doświadczenie spowodowało, że zainteresowałem się zjawiskami niewyjaśnionymi.
Po prostu wiedziałem i wiem, że skoro ja coś takiego przeżyłem, to i przynamniej część opisów
niezwykłych przeżyć innych ludzi - musi być prawdziwa.

Czytając, dowiedziałem się że takie sny zdarzają się dość rzadko,
nazywa się je realistycznymi snami proroczymi, lub deja-vu (z francuskiego: już widziane).
Zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedynym człowiekiem, który tego doświadczył.



Szukałem w nauce odpowiedzi, w jaki sposób mózg mógł mieć dostęp do informacji z przyszłości.
Dowiedziałem się, że przeczy to teorii względności Alberta Einsteina, gdyż zakłada ona, że
nie jest możliwe przesyłanie informacji z prędkością większą, niż predkość światła w próżni - c,
oraz że z tego wynika niemożliwość przesyłania informacji do przeszłości (i ich odbioru z przyszłości).
Dowiedziałem się o hipotetycznych cząskach nadświetlnych, które mogłyby poruszać się szybciej niż c,
i jednocześnie nie mieć mozliwości zwolnić do poziomu c, ani niższych prędkości.

Cząstki te nazwano tachionami.

Jednak ich istnienie jest tylko hipotetyczne, poza tym nie wyjaśniało to,
w jaki sposób mózg mógłby je odbierać, i co mogło by je generować.
Najbardziej przypasowało mi oddziaływanie nazywane splątaniem kwantowym, przez Einsteina - który nie mógł się z tym pogodzić - naywane "upiornym oddziaływaniem na odległość"
Zgodnie z teorią kwantową - splątanie nie zanika wraz ze zwiększeniem odległości, co ma zastosowanie nie tylko do widzialnej przez teleskopy części wszechświata, ale także do tzw. wszechświatów równoległych.
Wszak ze snu jasno wynika, że to co ma się zdarzyć - już gdzieś istnieje.
albo tak jak myślał Einstein - czas jest tylko upartym złudzeniem; zapewne miał na myśli że przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość - istnieją jednocześnie, choć nasza świadomość nie ma dostępu do
przyszłości, przeszłość jedynie pamiętamy - stąd tak a nie inaczej odbieramy rzeczywistość, jako
nieodwracalny uplyw czasu.

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno cała nasza świadomość, osobowość, pamięć -
mieści się w mózgu i czy faktycznie jest on tylko elektrochemicznym komputerem, a nasz umysł i świadomość to reakcje chemiczne i impulsy
elektryczne między neuronami w mózgu.

Szybko zdałem sobie sprawę, że tak być nie może

Owszem, takie zjawiska zachodzą w mózgu, zostało to zbadane i potwierdzone.
Jednak w żadnym przypadku nie może być to nasze "ja", nasza świadomość.

Gdyby tak było - nie różnili byśmy się niczym specjalnym od komputerów.
Silny impuls elektromagnetyczny - broń elektromagnetyczna,
która niszczy wszelkie urządzenia elektroniczne,
albo wysokonaładowane cząstki wiatru słonecznego -
wręcz wykasowało by to nam pamięć z mózgu (jeśli przyjąć że myśli to impulsy elektryczne).
Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.
Naszej pamięci nie narusza też potężne pole magnetyczne, w czasie obrazowania mózgu za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego.
Impuls elektromagnetyczny zniszczy komputery, wykasuje pamięć, zniszczy urządzenia elektryczne i elektroniczne.
Nie naruszy jednak naszej pamięci, nie zaburzy naszej osobowości, nie zmieni naszych myśli.
A przecież mózg nie jest ekranowany, czaszka nie jest klatką Faradaya, większa część widma
elektromagnetycznego (prócz podczerwieni, światła widzialnego, UV) - wnika w głąb, lub przenika przez
nasze głowy na wylot.
W przypadku przezczaszkowej stymulacji magnetycznej można wywołać odruchy u pacjenta czy chwilowo zaburzyć świadomość,
jednak nie są to trwałe zmiany pamięci lub osobowości, a używane pole elektromagnetyczne ma w impulsie duże natężenie.
A pomyślcie o ludziach, którzy są narażeni na bardzo silne pola elektromagnetyczne, o operatorach
wojskowych urządzeń radiolokacyjnych, narażonych na mikrofale o potężnej mocy, które by zniszczyły
wszelkie urządzenia elektroniczne umieszczone w ich wiązce.
Choroba mikrofalowa, która po latach jest tego konskwencją - nie oznacza jednak utraty osobowości, czy
jakiegokolwiek zaniku pamięci.

W książce "Umysł przewidujący przyszłość" Davida Loye, na początku rozdziału "Holograficzny umysł" - czytamy:

"
Karl Lashley był jednym z najbardziej wytrwałych i skrupulatnych neuropsychologów przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
Zdecydowany odkryć, czym jest pamięć i gdzie należy ją lokalizować, przez blisko trzydzieści lat badał mózgi szczurów.
Jego eksperymenty polegały na wycinaniu określonego obszaru mózgu, a następnie, kiedy tylko zwierzę dochodziło do zdrowia, testowaniu utraconej pamięci.
Ale chociaż usuwał aż do osiemdziesięciu procent całkowitej objętości mózgu, odkrywał, że pamięć szczurów nadal działa bez zarzutu.
Analizując wyniki swoich badań, nie krył rozczarowania faktem, że nie istnieje żadne oczywiste miejsce,
w którym można by zlokalizować pamięć i żaden "engram", który by ją przechowywał.
Doszedł więc do wniosku, że proces uczenia się, w jakim wszyscy uczestniczymy, jest z logicznego punktu widzenia... niemożliwy.
W jednej z notatek zaproponował również coś, co miało nieco podbudować jego pracę, ale co w tamtych czasach wydawało się poglądem dość żałosnym.
Engram - jak nieśmiało zasugerował Lashley - istniał, ale w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób rozprzestrzeniony był w obszarze całego mózgu.
Ponadto, aby rozjaśnić nieco tę mglistą ideę, dodał, że pamięć powstaje dzięki bliżej nieokreślonym "falom interferencji".
"

Natomiast w książce "Poza granicami wyobraźni" Viktora Farkasa, w rozdziale "Cudowna istota człowiek: myślenie bez mózgu",
- opisane są udokumentowane medycznie przykłady normalnych, żyjących ludzi,
u których w wyniku wodogłowia stwierdzono większościowy lub nawet całkowity brak....

mózgu.
Wniosek jest taki, że ludzie którzy powołują się na teorię, jakoby to w mózgu miała być pamięć i osobowość -
nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą.

A może wiedzą, ale nie mają lepszego wyjaśnienia.

Tą teorię mogę tylko porównać do dawnej teorii budowy świata - teorii geocentrycznej.
Wszechświat składał się z obracających się kryształowych sfer,
na których były umieszczone Księżyc, Słońce, planety, i na ostatniej - gwiazdy stałe.
W samym centrum wszechświata zaś tkwiła nieruchomo płaska Ziemia.

Jednak wraz z początkami heliocentryzmu, odkryto że Ziemia jest kulą, a Słońce jest znacznie od niej większe.
Nieprawdopodobnym i nielogicznym było, by większe ciało krążyło wokół mniejszego.

Uznano że to Słońce jest nieruchome i znajduje się w centrum wszechświata,
zaś Ziemia jest tylko jedną z planet, które krążą wokół niego.
Odkryto że maleńkie gwiazdy na nocnym niebie są w rzeczywistości ogromnymi słońcami, i że są ich
miliardy, które jako całość nazwano Galaktyką.

Odkryto, ze Galaktyka jest tylko maleńką częścią większej całości,
bowiem podobnych galaktyk są znowu miliardy....

Brzytwa Ockhama - słynna zasada naukowców, mówiąca że nie należy mnożyć bytów ponad
konieczność, i że najprostsze wyjaśnienie bywa zazwyczaj prawdziwe - już wtedy się stępiła...

Jak widzicie, cały czas mnożono byty "ponad konieczność", w miliardy miliardów....

Jak się później dowiecie - to co nazywamy dziś całym wszechświatem - także przyjdzie pomnożyć....

W międzyczasie pomnożono byty, dzieląc atom ( gr. atomos, niepodzielny! ) - na coraz mniejsze
części...

Pod koniec XX wieku odkryto wreszcie, że wokół innych gwiazd, także krążą planety.
Obecnie odkrywa się ich coraz więcej, choć jest to trudne z uwagi na olbrzymią odległość.

Prosta teoria budowy świata, okazała się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
Podobnie jak teraz teoria świadomości, będącej integralną częścią, czy wręcz właściwością mózgu...

A co powiecie na doświadczenia w czasie śmierci klinicznej, doświadczenia pacjentów, których
przywrócono do życia, mimo braku oddechu, tętna, i z płaskim wykresem EEG!

Płaski EEG oznacza tylko jedno:
Mózg nie funkcjonuje - a więc zgodnie z ustaleniami naukowymi, zmysły nie mogą być aktywne,
a człowiek nie może niczego widzieć, słyszeć, czuć, ani tym bardziej zapamiętać.

Tymczasem w rzeczywistości jest inaczej.

Ludzie ci, po udanej reanimacji, byli w stanie zapamiętać i podać szczegóły operacji,
ktorych w żaden sposób nie mogli wymyślić, zgadnąć - jak również to co się z nimi działo wówczas,
gdy przyrządy nie rejestrowały żadnej aktywności mózgu!

I takich przypadków na świecie było i jest wiele!

Zainteresowanym polecam film "The Day I Died" - Dzień w którym umarłem.
Jest na YouTube z lektorem PL.

http://www.youtube.com/watch?v=ottik_j3RxE - Opis doswiadczenia śmierci klinicznej
http://www.youtube.com/watch?v=9AtCFGMuQSU - Wyjaśnienie naukowe Stuarta Hameroffa.

Ponadto w filmie występują:
Dr Peter Fenwick - neuropsychiatra
Dr Robert Spetzler - neurochirurg

Profesor Stuart Hameroff jest anestezjologiem i bada relacje pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Wspólnie z angielskim fizykiem, Rogerem Penrose - opracowali kwantową teorię świadomości Orch-OR.
Sceptycy twierdzą że koherentne zjawiska kwantowe nie mogły zachodzić w wysokich temperaturach, a więc w tworach takich jak mózg.
Ostatnio jednak odkryto że niektóre gatunki ptaków w celach nawigacyjnych związanych z ziemskim magnetyzmem,
potrafią utrzymać koherencję kwantową znacznie dłużej niż udaje się to w laboratorium.

Ponadto odkryto że woda zamknięta w nanorurkach, również wykazuje inne właściwości kwantowe, niż wtedy gry znajduje się w naczyniach makro.
Artykuł jest tutaj (po angielsku):
http://www.technologyreview.com/blog/arxiv/26319/

Tak więc kwantową teorię świadomości Orch-OR może się udać doświadczalnie potwierdzić, np. mierząc kwantową koherencję wody w nanorurkach,
które są właśnie odpowiednikiem mikrotubul.
Dusza, świadomość, umysł - jest na podstawowym poziomie wszechświata, w skali Plancka.
Koherencja kwantowa w mikrotubulach jest według tej teorii tworzona poprzez modulowanie oddziaływania grawitacyjnego, które jest obserwowane dopiero w skali nano.
Oddziaływanie grawitacyjne oraz stany splątane przenikają - poprzez równoległe wszechświaty, a w tym musi być nasza duchowa świadomość.
To własnie dzięki temu odczuwamy to co nazywamy upływem czasu.

Fizyka kwantowa...
Czuję że to właściwa droga!

Nawet Albert Einstein nie mógł tego rozwikłać...

Jak już wspominałem o stanach splątanych - dwie cząstki, fotony czy elektrony - mogą się znajdować dowolnie daleko od siebie,
a ich polaryzacja będzie przeciwna.
Mimo, że stan pojedyńczej, dowolnej cząski jest całkowicie niekoreślony,
po dokonaniu pomiaru polaryzacji dowolnej z tych cząsek - stan drugiej automatycznie
ustali się jako przeciwny. Choćby te cząstki były w różnych galaktykach albo wszechświatach.

Foton czy elektron może przejść jednocześnie przez dwie szczeliny i interferować sam ze sobą.
Nazywa się to superpozycją.
Gdy jednak będziemy chcieli zaobserowac, którędy przechodzi ta cząstka - okaże się że wybierze
zupełnie losowo jedną szczelinę, przez którą przejdzie, i tylko detektor umieszczony przy tej
szczelinie
zarejestruje przejście.
Elektron lub foton nie obserwowany - zjawia się jako fala interferencyjna, jednak obserowany - jako
cząstka.
Nazywa się to dualizmem korpuskularno-falowym.
Funkcję falową, będącą rozwiązaniem równania Schrödingera, należy rozumieć jako obszar, który opisuje rozkład prawdopodobieństwa
wystąpienia cząstki w danym miejscu.

Niels Bohr, duński fizyk, stworzył "Interpretację kopenhaską mechaniki kwantowej", w której funkcja
falowa, opisująca rozkład prawdopodobieństwa wystapienia cząstki - gdy zostanie dokonany pomiar -
zredukuje się do tego jedynego stanu, który jest wynikiem pomiaru.
Przez pojęcie "pomiar" mam na myśli każdy przejaw świadomości człowieka, w którym umysł świadomie rejestruje jakikolwiek zaistniały fakt.
Taka ciągła redukcja jest właśnie postrzegana jako upływ czasu.
Kot Schrödingera

Erwin Schrödinger, aby pokazać jak teoria kwantowaprzeczy zdrowemu rozsądkowi, opracował myślowy eksperyment z udziałem kota.
Kot jest zamknięty w pudełku, w którym umieszczono szczelny, np szklany pojemnik z trucizną, np lotną cieczą.
Do pudełka włożono próbkę materiału promieniotwórczego, emitującą średnio jedną cząstkę na godzinę,
a także detektor promieniowania, mający na celu zarejestrować tę cząstkę.
Detektor jest połączony z mechanizmem, który w chwili zarejestrowania cząstki, rozbija pojemnik i uwalnia truciznę.
Po włożeniu kota i próbki i zamknięciu pudełka, oraz odczekaniu godziny - mamy 50% prawdopodobieństwo,
że kot jest żywy i takie samo 50% że jest martwy.
Tak mówi zdrowy rozsądek. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i detektor go zarejestruje, to zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę z pojemnika,
i wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie nastąpi, kot nadal będzie żywy.
Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, można więc określić tylko prawdopodobieństwo zajścia rozpadu,
a tym samym prawdopodobieństwo zatrucia kota.

Z interpretacji kopenhaskiej wynika jednak coś innego – Zanim otworzymy pudełko czyli dokonamy sprawdzenia zawartości pudełka,-
kot jest jednocześnie i żywy i martwy. Znajduje się on w dziwnym stanie (superpozycji) wszystkich możliwych rozwiązań.
Dopiero otworzenie pudełka i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – kot wyskoczy żywy z pudełka, albo pozostaje w nim martwy.

Einstein upierał się przeciwko takie redukcji i przypadkowości w świecie zjawisk kwantowych,
przewidywanych przez interpretację kopenhaską,
pisząc w liście do Bohra słynne zdanie:

"Dobry Bóg nie gra ze światem w kości!"

.....i tu miał rację, bo interpretacja kopenhaska nie jest jedyną możliwą, ani też doświadczenia za nią nie przemawiają.

Kwantowa teoria wielu światów

W 1957r. amerykański fizyk, Hugh Everett III, obronił pracę doktorską, w której zaproponował zupełnie nowe podejście do problemu interpretacji mechaniki kwantowej.
Zaproponował, by wszystkie możliwe stany kwantowe (możliwe wyniki pomiarów) funkcji falowej potraktować jako prawdziwe i rzeczywiste.
Założył, że w chwili obserwacji (pomiaru) zdarzenia kwantowego, będącego wcześniej w superpozycji - wszechświat rozczepia się na tyle kopii,
ile jest możliwych rozwiązań funkcji falowej.
Założył że dzieje się tak w przypadku każdego zdarzenia kwantowego, że redukcja funkcji falowej jest tylko pozorna,
i jest związana z ustaleniem się kwantowego stanu w linii czasowej, że wszystko co tylko jest możliwe, ma miejsce w którejś odnodze multiwszechświata.
Everett swoją teorię nazwał "Wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej".
Swój pomysł poparł podstawą matematyczną, w ktorej nie udało sie znaleźć błędu.

Multiwszechświat jawi się jako rozgałęziające się drzewo o nieskończenie wielu gałęziach, cały czas rozgałęziających się i postępujących wraz z tym,
co my nazywamy upływem czasu.
Wieloświat istnieje jako całość - jednocześnie wszystkie możliwości: przeszłość teraźniejszość i przyszłość
we wszystkich możliwych wersjach - a iluzja uplywu czasu jest domeną naszej ograniczonej świadomości,
odbierającą tylko jedną wąską ścieżkę łańcucha zdarzeń, spośród nieskończenie wielu możliwych.

Kot Schrödingera jest w połowie przyszłych linii czasowych (od momentu otworzenia pudełka, obserwacji) żywy,
a w drugiej połowie martwy, i to jakiego go zaobserwujemy, zależy od tego, jaki wynik był przypisany linii
czasowej, w której znajduje się nasza świadomość.

Kotów Schrödingera było wiele, bo nasze bliźniacze kopie w równoległych wszechświatach, również wykonały ten eksperyment.

Oczywiście tylko myślowo, bez udziału prawdziwego kota :)

Paradoks dziadka też nie może istnieć, bo każda ingerencja w przeszłość skończyła by się przeskokiem do nowej linii czasowej.

Faktem jest że mechanika kwantowa nie jest teorią kompletną jako "teoria wszystkiego" opisująca wszystkie zjawiska w przyrodzie - nie uwzglednia się w niej bowiem grawitacji.
Jednak mechanika kwantowa wskazuje na istnienie wielu wszechświatów równoległych czyli wieloświata, i ja też mam kilka argumentów za ich istnieniem.

Komputer kwantowy.

David Deutsch, fizyk z Uniwersytetu w Oksford, opracował w latach '80 kompletną teorię działania komputera kwantowego.
Już dziś zbudowano pierwsze kwantowe bramki logiczne, przetwarzające pojedyńcze qubity (bity kwantowe), których obliczenia potwierdzają teorię.
Niesamowitą szybkość i jednoczesność obliczeń, da się sensownie wyjasnić, tylko w oparciu o teorię wielu światów, w których wiele bliźniaczych kopii komputera,
jednocześnie wykonuje wiele rożnych prób obliczeń tego samego zadania, i na koniec, zbiorczy wynik jest do odczytu na każdej z nich.

Doświadczenie Younga.

Na początku XIX wieku, Thomas Young, angielski fizyk - wykonał doświadczenie, które potwierdziło falową naturę światła.
Doświadczenie to polegało na przepuszczeniu światła świecy przez małą dziurkę wyciętą w nieprzeźroczystym materiale,
za którym znajdował się kolejny materiał, tym razem z dwiema małymi dziurkami położonymi blisko siebie.
Następnie znajdował się ekran, na który rzutowane było światło po przejściu przez oba materiały z dziurkami.
Young zamiast dwóch świetlnych punktów (na co wskazywała by logika) ujrzał właśnie wzór interferencyjny.
Jednak 100 lat później, Einstein wyjaśnił zjawisko fotoelektryczne, i od tego czasu wiemy że światło składa się z fotonów.
Co zostało potwierdzone doświadczalnie przez Arthura Holly Comptona w 1923r.

Naukowcy wykonali zmodyfikowaną wersję doswiadczenia Younga, w której źródło światła emitowało pojedyńcze fotony,
tak że np. co ułamek sekundy, wychodził tylko jeden foton
Pojedyńcze fotony były przepuszczane przez podwójną szczelinę, za którą umieszczono materiał światłoczuły.
Po kilku godzinach wynik eksperymentu był już znany.
Na światłoczułym materiale pojawiło się nic innego, jak znany już wzór interferencyjny.
Z czym w takim razie interferuje pojedyńczy foton?
W mechanice kwantowej ten efekt jest wyjaśniony jako nakładanie się funkcji falowej, która opisuje stan fotonu.
Ale funkcja falowa jest przecież tylko rozkładem prawdopodobieństwa znalezienia cząstki,
i według interpretacji kopenhaskiej nie istnieje jako coś realnego, z czym mógłby interferować pojedyńczy foton.
Przecież zgodnie z założeniami szkoły kopenhaskiej,
funkcja falowa ma nieustannie ulegać redukcji do jednego konkretnego stanu kwantowego.
Rzeczywiście, tak to wygląda z poziomu obserwatora, który ma dostęp i obserwuje wynik (dokonuje pomiaru)
- z jednego tylko wszechświata równoległego (ściślej: z jednej równoległej linii czasowej).
Nie oznacza to jednak, że tak właśnie jest w szerzej pojętej rzeczywistości.

Dopiero w przypadku uwzględnienia wieloświata
znajdujemy wyjaśnienie tej zmodyfikowanej do pojedyńczych fotonów wersji doświadczenia Younga.
Pojedyńczy foton interferuje z całą resztą funkcji falowej, którą stanowią niewidzialne w naszym wszechświecie
fotony, znajdujące się w równoległych wszechświatach, których równoległa obecność i trasy - zgodnie z teorią Everetta -
determinują trasę jaką przemieszcza się foton w naszej linii czasowej, w taki sposób,
by zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa przewidzianym przez funkcję falową,
chwilowe położenie i pęd pojedyńczego fotonu nie były identyczne w dwóch różnych wszechświatach równoległych.
Cząstki z sąsiednich równoległych wszechświatów są znane jako fluktuacje kwantowe - nazywane wirtualnymi cząstkami.
W ten sposób właśnie powstaje znany już wszystkim wzór interferencyjny.

Powyższa interpretację tego doświadczenia, którą ująłem własnymi słowami, opisał David Deutsch,
i można o niej przeczytać w jego książce "Struktura rzeczywistości" (The Fabric of Reality).

Kwantowa świadomość

Zastanawialiście się, skąd się biorą treści, obrazy, sceny w Waszych snach?
Skoro mój sen, o którym pisałem na początku, dotyczył przyszłego zdarzenia w rzeczywistym świecie,
To wynika z tego, że i inne sny są rzeczywistymi przeżyciami i nie stoi na przeszkodzie, by uznać, że przynajmniej ta część snów, w których widzimy zupełnie realistyczne sceny
widoki, krajobrazy, miasta, domy, ulice, zdarzenia i ich szczegóły - ma rzeczywiście miejsce w którymś z tych równoległych wszechświatów (mam tu na myśli światy fizyczne) a sny w których latamy lub wykonujemy rzeczy "niemożliwe" - ze światów astralnych, czyli są to przeżycia poza ciałem.
Wynika z tego że w czasie snu, nasza świadomość jest wyłączona ale umysł zapisuje w pamięci treść snu który jest przeżyciem
którejś z naszych kopii żyjącej w którymś ze swiatów równoległych
W snach odbieramy rzeczywistość za pomocą ich świadomości, a nie naszej.
Oznacza to, że śniąc dany sen - mamy w momencie snu w pamięci przeszłe zdarzenia, emocje, uczucia, wiedzę i umiejętności
naszego bliźniaka w równoległym wszechświecie - a nie nasze.
Dlatego mając na uwadze zwykły (nieświadomy) sen - śnimy go bez wpływu naszej świadomości na przebieg zdarzeń -
decyduje o nich właśnie świadomość tej naszej bliźniaczej kopii.
Czas nie ma tu żadnego znaczenia, możliwe jest połączenie zarówno z przyszłą jak i przeszłą równoległą linią czasową.
I to by najlepiej tłumaczyło mój sen deja-vu, o którym na początku pisałem...

A jak to jest, że widzimy we śnie jakiś napis,czy liczbę, czytamy go, a potem spoglądamy gdzieś indziej, i znów na ten napis....
ale za drugim razem widzimy coś innego?
We śnie nie ma stabilności linii czasowych, ale falują one zachowując zbliżony poziom emocjonalny co tworzy całokształt "marzenia sennego".

Jednak z analizy moich snów wynika, że ludzie, których spotykamy w snach w części przypadków znajdują się poza fizycznym ciałem.
Jak już pisałem - sny są wglądem do światów fizycznych i astralnych.


Jak wynika, choćby na podstawie doświadczeń śmierci klinicznej, OOBE
- świadomość, umysł jest niematerialny i może przebywać poza ciałem.
Świadomość (dusza) w jakiś sposób jednak oddziaływuje z materią, sterując ciałem,
Najprawdopodobniej chodzi tu o wywoływanie koherencji kwantowej w żywych komórkach, w tym - mózgu.
Takie oddziaływanie musi być możliwe nawet w najprostszych jednokomórkowych organizmach, i tu nalezy się doszukiwać cech odróżniających je od materii nieożywionej; np. helis DNA i wody w nanoskali.
Nie oznacza to że zwierzęta, rośliny, czy tym bardziej bakterie są świadome.
Pisząc o świadomości, mam na myśli ten kwantowy pierwiastek życia, który jest odpowiednikiem w świecie duchowym.
Zdarza się, że śnią nam się nasi bliscy zmarli, i czasami podają informację, których nie można by uzyskać w inny sposób;
Np. w przypadku zaginięć, czy niewyjaśnionych morderstw, zmarły moze się przyśnić i podać szczegóły i okoliczności swojej śmierci,
oraz miejsce w którym leży jego ciało, co może być później potwierdzone w trakcie śledztwa prowadzonego przez policję.

Tak działa nasz mózg - jest przetwornikiem niematerialnego bytu (umysłu, świadomości).
Jest jednak bardzo selektywny, i odbiera (analogicznie do radia) tylko jedną stację radiową (naszą świadomość)
a nie transmisje na wszelkich możliwych częstotliwościach, które znajdą się w jego zasięgu.

Kluczową rolę odgrywa tutaj DNA, jak i wielość współgrających neuronów w mózgu.
Do takiego właśnie wniosku doszedł laureat nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny, australijski neurofizjolog prof. John Carew Eccles.
John Eccles doszedł do wniosku, że świadomość mieści się w mózgu, ale nie jest jego wytworem,
jest od niego niezależna, i pozostanie nienaruszona po jego śmierci jako duch.

Są przypadki ludzi, w których jednym ciele, kryje się kilka osobowości
Nazywa się to podwójną osobowością, i polega na tym, że przez jedno ciało, za pośrednictwem mózgu, kontaktuje
się ze światem materialnym kilka świadomości (dusz).
I też tu są przypadki, że ci ludzie np. znają obce języki, których nigdy się nie uczyli, i nie mieli takiej możliwości.
Lunatycy wstają, chodzą, robią różne rzeczy, niekiedy takie, których nigdy by nie zrobili będąc świadomymi.
Nic później po przebudzeniu nie pamiętają.
Po prostu jakiś byt duchowy posługiwał się wówczas ich ciałem.
W dużym uproszczeniu można się posłużyć analogią radia, telewizora - do mózgu.
Widzimy i słyszymy coś w tych urządzeniach, co jednak nie jest w nich samych, a jedynie przez nie odbierane.
Ale gdyby kilka wieków temu, pokazano komuś telewizor czy radio - nie dał by wiary, że to co tam widzi i słyszy,
nie pochodzi z wnętrza tego urządzenia, że to urządzenie nie jest tego źródłem.

Weźmy radio na baterie, zdejmijmy obudowę, tak by był dostęp do płyty z elementami elektronicznymi (od strony lutowania)
Włączmy takie radio, dostrojmy jakąś stację. ok, wszystko gra.
Teraz, gdy zaczniemy dotykać palcem tych lutowań i ścieżek na płycie,
Gdy trafimy na miejsce, gdzie mieści się układ pośredniej częstotliwości i tam dotkniemy,
radio zacznie nam się rozstrajać, będziemy słyszeli kakofonię różnych stacji radiowych,
także zagranicznych, krótkofalowych, które są nawet na innych zakresach fal.
Gdy tylko odejmiemy palec, wszystko wróci do normy; znów będziemy slyszeć tylko naszą pierwotną stację.

Czasem w wyniku wykrycia np. tętniaka, wykonuje się operacje wymagające trepanacji czaszki.
wycina się fragment kości czaszki, by uzyskać dostęp do kory mózgowej.
Pacjent może być wtedy świadomy.
Lekarze robili doświadczenia, stymulując korę mózgową za pomocą elektrod,
przez które przepuszczali niewielki prąd.
Zmieniali w ten sposób stan świadomości pacjentów, pacjenci widzieli rzeczy, postacie, których nikt inny nie widział.
Jednak nie ma możliwości by w ten sposób "dopisać" człowiekowi lub wymazać jakieś wspomnienie,
coś czego ten człowiek nigdy nie przeżył, nie doświadczył.
Co jest jeszcze jednym argumentem, przeciw teorii, jakoby to mózg był źródłem świadomości.
Po odjęciu elektrody - wszystko natychmiast wracało do normy.

Narkotyki, czy wszelkie substancje psychoaktywne, psychodeliczne - właśnie powodują takie rozstrojenie mózgu;
możliwy jest wgląd w inne światy, opuszczenie ciała, możliwe jest zakłócone widzenie rzeczy spoza naszej linii czasowej,

Znana jest powszechnie substancja psychodeliczna o nazwie dimetylotryptamina, czyli DMT.
Jest ona wytwarzana w minimalnych ilościach w mózgu przez szyszynkę, ale też znajduje się w wielu roślinach
Znanym przez indian i inne plemiona już od starożytności rytualnym napojem psychodelicznym zawierającym m.in. DMT jest ayahuasca (czyt. ajałaska).
Wiele osób twierdzi, że ta substancja umożliwia opuszczenie ciała,
zobaczenie przyszłości czy innych niedostępnych zmysłom zjawisk, np odnalezienie zaginionych osób czy rzeczy.
Morgan Robertson w swojej powieści "Futility" opisał tragedię, będącą zaskakującym podobieństwem do katastrofy Titanica.
Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że powieść została wydana w roku 1898, a więc 14 lat przez słynną katastrofą.
Jak wiadomo, Robertson zmarł na skutek przedawkowania narkotyków.
Prawdopodobnie to właśnie ayahuasca była w jego przypadku przyczyną tego iż miał te prorocze wizje i jak to określił,
kontakt z astralnym współautorem w tworzeniu powieści "Futility".
Teoria Everetta i wielowymiarowa świadomość przemieszczająca się niepostrzeżenie między równoległymi rzeczywistościami daje wiele możliwości rozwoju wydarzeń,
Chodzi tu o to, że te substancje mają wpływ na pewne zjawiska kwantowe w mózgu (w mikrotubulach) znane jako siły Van der Waalsa.
Zachodzi tu zjawisko podobne do marzeń sennych, polegające na kwantowej teleportacji duchowej świadomości
między mózgami naszych nieskończenie wielu kopii żyjących w równoległych wszechświatach
nasza jaźń oscyluje w tym wielowymiarowym wszechświecie,
stąd dokładne przewidzenie przyszłego zdarzenia przez np. jasnowidzów nie jest możliwe (np numerów lotto, jak by niektórzy chcieli).

Ale wracając do snów - kto decyduje o treści naszych snów, danej nocy, w danej chwili drzemki?
kto sprawia że widzimy akurat takie a nie inne zdarzenie,
spotykamy akurat taką a nie inną osobę i rozmawiamy z nią na określony temat, w akurat takim a nie innym świecie równoległym?

Z relacji doświadczeń śmierci klinicznej pacjentów w czasie operacji - wynika że istnieje nadrzędna dla każdego człowieka istota zwana "wyższym ja" która jest przewodnikiem w czasie tych doświadczeń i która może odpowiadać za treści snów.
Oglądałem reportaż, w którym osoby niewidome od urodzenia mówiły że miewają sny zawierające obrazy, które po przebudzeniu były w stanie narysować.

Mieszkam w domu jednorodzinnym z działką, i od drzwi domu do furtki jest chodnik (wylewka)
i po środku jest wmurowany taki betonowy kwadrat z metalowym okuciem, o boku ok 70cm,
przypomina klapę włazu do studzienki kanalizacyjnej, szamba itp. tylko nie ma żadnych dziurek, i jest masywniejszy i ułożony równo z betonem.
Jak byłem mały, może ze 4-5 lat miałem, to mam w pamięci widok jak dziadek zdjął ten kwadrat betonu,
i była tam wybetonowana jakaś kwadratowa studzienka, o głębokości ok 1,5 - 2m, na jej ścianach wyraźne ślady desek z szalunku,
i lekko pomalowane jakimś rzadkim lepikiem czy smołą.
Później nikt tego więcej nie otwierał, i tak mi w pamięci został tamten widok, byłem przekonany że tak właśnie jest.
A tymczasem niedawno przy okazji małego remontu i poprawek chodnika, wyszła rozmowa i babcia mówi,
że to jest tylko płyta wmurowana w chodnik, i niczego pod spodem nie ma, jest ziemia, i ze tak było od początku.
I faktycznie nie ma, - sprawdziłem wbijając pod kątem metalowy pręt w ziemię - gdy by był beton, to by sie pręt zatrzymał.

Drugi tego typu przypadek miał miejsce w 2003r, gdy szedłem w pielgrzymce (warszawskiej, grupy 17-ste)
Trasa prowadziła przez miejscowość Idzikowice, i szło się ulicą, która była wiaduktem nad torami.
Tam są zakłady remontowe pociągów, i inne tego typu firmy, przebiega centralna magistrala kolejowa (CMK), ale nie w tym rzecz.
Była wtedy ładna słoneczna pogoda, bezchmurne niebo.
Idąc w grupie, przechodząc tym wiaduktem, po lewej stronie przed takim budynkiem, czy to lokomotywownią,
widziałem kilka (3,4 lub 5) oddzielonych torami peronów, a na każdym z nich typową tabliczkę z nazwą stacji "Idzikowice".
W ogóle nie zwróciłem na to uwagi, aż do niedawna, gdy przypadkowo się dowiedziałem, że tam żadnych peronów nie ma i nigdy nie było (!)...

Moje wyjaśnienie jest takie:

Zakładam prawdziwość modelu wieloświata.
Nasza duchowa świadomość płynnie i niezauważalnie przez cały czas przełącza się pomiędzy tymi światami,
ale tylko takimi, w których różnice polegają tylko na nieokreślonych subtelnych zmianach.
To są te rzadkie momenty niestabilności linii czasowej, która jest czymś normalnym w snach.
Większość z nas nie zauważa tego, i przyjmuje po prostu jako upływ czasu w jednym wszechświecie.
Wszystko odbywa się na zasadzie teleportacji stanów kwantowych wewnątrz mikrotubul,
pomiędzy mózgami naszych bliźniaczych kopii w tych równoległych swiatach.
W strukturach nano, jakimi są mikrotubule, stany kwantowe nie wykazują już cech chaosu - nawet w wysokich temperaturach,
Ale są właśnie nieustannie modulowane przez duchową świadomość człowieka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu, możliwa jest koherencja i teleportacja stanów kwantowych, co w praktyce oznacza teleportację naszej świadomości.

W tym miejscu należy wspomnieć o możliwości podróży w czasie. Zarówno w przyszłość jak i w przeszłość
I to bez paradoksu dziadka, a także skoków czasowych bez wehikułów czasu, na zasadzie tego przełączania świadomości.

Wiecie czym jest UFO? otóż moim zdaniem są to pojazdy podróżników w czasie, przybysze z przyszłości, nasi potomkowie.
Przybywają oni do naszych czasów, by obserwować na żywo ważne wydarzenia historyczne.
Pojawiają się zawsze, gdy na świecie dzieje się coś spektakularnego, co przechodzi na trwałe do kart historii.
Wzmożona aktywność UFO występuje nad magazynami w których składowana jest broń jądrowa.

9 maja 2001 r. odbyła się w USA konferencja "Disclosure Project" - Projekt "Ujawnienie".
W ramach konferencji wypowiedziało się na temat UFO kilkudziesięciu emerytowanych pilotów, pracowników agencji rządowych, wojskowych itp.
Z ich wypowiedzi wynika że istnieje coś takiego jak antygrawitacja i energia punktu zero,
które są źródłem napędu tych pojazdów, oraz że te pojazdy mogą poruszać się szybciej niż światło w próżni dokonując inercjii własnej masy.
(dodam że w tej sytuacji staje się możliwa podróż w czasie do przeszłości).
Inni wypowiadają się o aktywności UFO nad bazami z bronią jądrową i ingerencją (np rozbrojeniem rakiet)
Zapis wideo z tej konferencji jest dostępny na YouTube z napisami PL.

Wracając do świadomości - to może być niekiedy ona przełączana pomiędzy nieznacznie różniącymi się światami,
W momencie, kiedy to ma miejsce ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, a dopiero jakiś czas po fakcie.
- na co by wskazywało to moje doświadczenie z brakiem studzienki widzianej w dzieciństwie, i później - peronów z tabliczkami.

To wyczerpująco wyjaśniało by zarówno realistyczne jak i symboliczne sny prorocze ludzi.

Tutaj możemy wreszcie spróbować wyjaśnić czym jest tzw. przeczucie czy intuicja.

Być może jesteśmy ostrzegani w podobny sposób na jawie,
albo w jakiś sposób odbieramy silne emocje naszych bliźniaczych kopii z równoległych ścieżek,
którym w wyniku decyzji objętej przeczuciem stało się coś dobrego lub złego.

Bliska nam zmarła osoba, miała wgląd do funkcji falowej przyszłości
(wszelkich możliwych rozwiązań zdarzeń z naszym udziałem),
i mogła nas zawczasu ostrzec dając znak, ktory odbieramy jako przeczucie, intuicję.

W ten sposób mogą istnieć w naszej świadomości wszelkie nieuzasadnione lęki i fobie przed określonymi rzeczami i sytuacjami.
Któremuś z naszych bliźniaków w równoległej linii czasowej,
przydarzyło się coś złego i było związane z daną rzeczą, sytuacją, okolicznością,
i na zasadzie przeczucia lub jakiegoś zapomnianego snu - przeniknęło do naszej świadomości.

Teoria superstrun przewiduje istnienie wibrujących cząstek o rozmiarach zbliżonych do długości Plancka (około 10^-35m).
A więc nieporównywalnie mniejszych od atomów, nukleonów i tworzących ich kwarków.
Może to być podstawowy budulec multiwszechświata.
Tam właśnie może być świadomość, duch, która dzięki tak małym rozmiarom jest wszystko przenikać.
Postuluje się też istnienie nieco większych mikrotuneli czasoprzestrzennych, ale też w okolicach długości Plancka.
Być może są to tunele łączące równoległe wszechświaty zarówno materialne jak i duchowe z naszym.
Możliwe, że są to właśnie te tunele, które widzieli ludzie będący w stanie śmierci klinicznej.
Możliwe też, że w czasie snu, poprzez takie mikrotunele, nasza świadomość ma wgląd w równoległe wszechświaty.

Jednak właśnie tam, w tym najwyższym wymiarze, ponad multiwszechświatem, bądź jeszcze wyżej,
bo nie wiemy jaka jest liczba takich wymiarów i multiwszechświatów,
Badając otaczającą nas rzeczywistość, wciąż odkrywamy, że to co dotychczas uważalismy za całość,
okazuje się tylko maleńką cząstką czegoś znacznie większego

- powinna być jedna wszechobecna świadomość, siła sprawcza która przenika wszystko, co istnieje,
i widzi całe swoje dzieło stworzenia,
we wszystkich jego czasach i wymiarach jednocześnie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by nazwać tę świadomość Bogiem.
Jednak nie należy tego Boga utożsamiać z żadną z religii, gdyż jest On indywidualny dla każdego człowieka i nie może być opisany w sposób obiektywny.
Większosć współczesnych ludzi opiera swój swiatopogląd jedynie na nauce podręcznikowej i religii, tymczasem prawdy należy szukać samodzielnie w swoich przeżyciach i doświadczeniach i do nich dostosowywać światopogląd a nie na odwrót.
Religie przedstawiają ustalony przez ich twórców światopogląd narzucając go swoim wyznawcom, co jest błędem.
Powstawały one pod wpływem doznań mistycznych ich twórców np. w czasie medytacji, doswiadczeń poza ciałem.
Te doznania i otrzymana w ten sposób wiedza jest własciwa tylko dla danego człowieka a nie dla wszystkich,
podobnie to ma miejsce w przypadku doświadczeń śmierci klinicznej w czasie operacji.
Jedyny wynikający z religii, a wspólny dla wszystkich ludzi dogmat - to istnienie duszy i życia po śmierci.

Przedstawię Wam analogię teorii miejsca Ziemi w Układzie Słonecznym, do teorii świadomości.

Wiek XV - XVI Powszechnie w świecie przyjmuje się teorię geocentryczną,
jednak jest Kopernik, Galileusz, którzy twierdzą, że Ziemia jest kulą,
jedną z planet, trzecią w kolejności i krąży wraz z nimi wokół Słońca.
Za tą "herezję" omal nie zostali spaleni na stosie przez inkwizycję.
Był też Giordano Bruno, który twierdził ponadto że Słońce jest tylko jedną z niezliczonych gwiazd,
że wszechświat jest ogromny, że wszędzie obowiązują te same prawa, że wokół innych gwiazd krążą planety,
które podobnie jak Ziemia - są zamieszkałe przez istoty rozumne.
Ten wizjoner za tak absurdalne herezje - został spalony na stosie.

XX i początek XXI w. - Powszechnie w świecie naukowym przyjmuje się teorię, że to mózg jest źródłem świadomości.
jednak jest Eccles, Penrose i Hameroff, którzy twierdzą, że świadomość jest duchowa,
i łączy się z mózgiem za pomocą zjawisk kwantowych, w ten sposób ożywiając ciało.
Dziś nie pali się już ludzi na stosach, jednak w świecie naukowym ich teoria nie ma poparcia.
Był też Hugh Everett III, który twierdził że funkcja falowa nie ulega redukcji,
że wszystkie możliwe jej stany są rzeczywiste i zachodzące, że gęstość prawdopodobieństwa funkcji falowej,
odpowiada gęstości wszechświatów równoległych w których jej poszczególne stany kwantowe się realizują,
że liczba tych wszechświatów może być nieskończona,
i że wszystko co jest możliwe - ma na 100% miejsce gdzieś w multiwszechświecie.
Te "herezje" tylko niewielka część naukowców traktuje poważnie, i to dopiero od bardzo niedawna.
Dla przytłaczającej większości ludzi jest to czyste science-fiction.

W obu przypadkach była jakaś część ludzi, która wierzyła w obie teorie, jednak stanowili mniejszość,
a przynajmniej nie byli w stanie przekonać ogółu do nowatorskich teorii.

W pierwszym przypadku wszystko okazało się prawdziwe.
(życia na innych planetach nie możemy odkryć tylko z powodu niewyobrażalnych odległości do gwiazd i galaktyk)

Naprawdę wierzycie, że w drugim przypadku nie będzie dokładnie tak samo?


Wreszcie przedstawię Wam najlepszą analogię jaka tylko mi przyszła na myśl,
jeśli chodzi o porównanie do czegoś powszechnie znanego,
relacji: świadomość(dusza) - mózg - ciało.

Każdy z Was zapewne miał w ręku telefon komórkowy.
Większość z Was wie, że znajduje się w nim karta SIM, do której przypisany jest numer.
Natomiast wszystko co jest z tą kartą SIM (numerem) związane, a więc:
rachunek, stan konta, dane właściciela, usługi, taryfy,poczta głosowa, nagrane powitanie i wiadomości, itp.
- znajduje się u operatora na centrali.
Gdy przełożymy kartę SIM do innego telefonu - tym samym nadamy mu numer przypisany do tej karty SIM.

Załóżmy że istnieje tylko jeden jedyny operator komórkowy, i ma absolutnie wszędzie 100% zasięg.
Telefonów są miliardy, ale każda karta SIM ma swój unikalny kod,
dzięki czemu łącząc się z centralą poprzez niewidzialne fale radiowe
- jest unikalna, i zawsze loguje się tylko pod własnym numerem - numery i karty SIM nie mieszają się.

Gdy włączamy telefon - loguje się on do sieci,
i reprezentuje numer, z którym mozna sie kontaktowac przez tenże telefon.
Załóżmy, że telefon ani karta SIM nie zawierają pamięci - wszystkie kontakty, SMS,y i inne dane -
są zapisane na centrali w pamięci należącej do operatora, w katalogu opisanym tymże numerem.
Załóżmy też, że uszkodzona karta SIM, może powodować że telefon będzie odbierał i przetwarzał zakłócone dane z innych,
nieznanych numerów, a także będzie podatny na wpływ hakerów - a więc nie będzie działał normalnie.
Zniszczenie telefonu i karty SIM - nie powoduje zniszczenia i utraty numeru i danych na centrali.
Numer i wszystko co z nim związane - pozostaje nienaruszony i jest własnością i cząstką operatora.
W przypadku odbudowania/naprawienia uszkodzonego telefonu lub/i karty SIM
- numer będzię funkcjonował tak samo jak poprzednio - wszystkie przypisane mu dane (pamięć) - zostały zachowane.
Nadal będzią mogły zadzwonić (kontaktować się z nim) osoby które go znają, jak i będzie się prezentował tym, do których dzwonimy.
Wszystkie numery są jednością, bowiem znajdują się na jednej pamięci, są ze sobą w ten sposób połączone, i są częścią operatora.

I teraz najważniejsze:

Ludzkie ciało - to telefon komórkowy.
Mózg - to karta SIM
(Indywidualna świadomość,osobowość) - to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.
Centrala to dusza człowieka która jest wielowymiarowa (zarządza wieloma fizycznymi ciałami człowieka - w wielu równoleglych światach)
Operatorem sieci - jest Bóg.

(Pod pojęciem Boga nie mam na myśli obiektywnej istoty, ale "wyższe ja" czyli duszę danego człowieka w stanie pełni rozwoju)



Bibliografia:

Stanisław Brzostkiewicz: W kręgu astronomii. Warszawa: Nasza księgarnia, 1988.
Frank Drake, Dava Sobel: Czy jest tam kto? Warszawa: Prószyński i S-ka, 1995.
Carl Sagan: Błękitna kropka. Warszawa: Prószyński i S-ka, 1996.
Michio Kaku: Wszechświaty równoległe. Warszawa: Prószyński i S-ka, 2010.
Michio Kaku: Fizyka rzeczy niemożliwych. Warszawa: Prószyński i S-ka, 2011.
Roger Penrose: Nowy umysł cesarza. Warszawa: PWN, 1995.
Dawid Deutsch: Struktura Rzeczywistości. Warszawa: Prószyński i S-ka, 2006.
P.C.W. Davies, J.R. Brown: Duch w atomie. Warszawa: CIS, 1996.
Viktor Farkas: Poza granicami wyobraźni. Warszawa: Diogenes, 1998.
David Loye: Umysł przewidujący przyszłość. Katowice: KOS, 2010.


Poleć ten artykuł innym

Polecam także inne moje artykuły.


Doświadczenie z szumem elektronicznym.


Wspomnienia z lat '80 i '90


Projekt globalnej świadomości - Global consciousness project - wyjaśnienie zjawiska.


O przypadku.

home

stat4u